Kwiecień 2022 upłynął nam pod znakiem szklarni
W kwietniu zaczęło się
prawdziwe ogrodowe szaleństwo,
za sprawą wymarzonej od lat
za sprawą wymarzonej od lat
ogrodowej szklarni.
Co innego jest mieć wizję i marzenia
a co innego wprowadzić to w życie.
No ale mam to szczęście,
że mój mąż wyzwań się nie boi,
choć do moich pomysłów
(albo wymysłów haha)
podchodzi mocno sceptycznie
i nie myślcie sobie,
że mam taką sielankę,
że co sobie zamarzę to mam ;)
Trzeba wyczekać swoje,
wydreptać miejsce
w kolejce ważnych spraw
i przekonać wykonawcę,
że to jest konieczne i
niezbędne mnie przecież do życia ;)
No ale jak już się za coś weźmie,
to mam pewność,
że jest to porządna robota ;)
Dlatego, gdy korzystając
Dlatego, gdy korzystając
z pinterestowych czeluści
zaczęłam pokazywać mu,
zaczęłam pokazywać mu,
o co mnie chodzi,
jaka to szklarnia
może stanąć na środku trawnika,
tuż przed tarasem
(wiecie, on miał raczej wizję szklarni,
taką jakie się widywało u dziadków
albo na działkach,
taki foliak po prostu
i jak to, że ja taka estetka
coś takiego chcę mieć przed oczami?)
nie mogliśmy na początku znaleźć nici porozumienia ;)
jaka to szklarnia
może stanąć na środku trawnika,
tuż przed tarasem
(wiecie, on miał raczej wizję szklarni,
taką jakie się widywało u dziadków
albo na działkach,
taki foliak po prostu
i jak to, że ja taka estetka
coś takiego chcę mieć przed oczami?)
nie mogliśmy na początku znaleźć nici porozumienia ;)
Do tego nasz ogródek przy domu,
nie jest zbyt rozległy,
a miejsc, gdzie mogłaby
stanąć szklarnia
było jeszcze mniej,
bo z jednej strony
powinna być jak najbardziej nasłoneczniona
(biorąc pod uwagę wymagania pomidorów)
ale z drugiej, ostre światło
wcale nie jest przecież dobre do zdjęć,
biorąc pod uwagę plany na
sesje fotograficzne w szklarni.
Aaa bo właśnie.
Ta szklarnia od początku
miała spełniać dwie funkcje.
Ogrodniczą i fotograficzną :)
Wiedziałam, że będę chciała
robić w niej wreszcie
własne rozsady roślin
i uprawiać ciepłolubne pomidory,
ale marzyłam także o dachu nad głową
i wielu możliwościach aranżacji
pod moje sesje zdjęciowe.
I miałam plan,
aby połączyć te wszystkie pragnienia
w tej jednej małej szklarence.
Budowę szklarni zaczęliśmy już w marcu,
od zrobienia fundamentów,
na miejscu starych wzniesionych donic,
w których wcześniej uprawiałam zioła i truskawki.
Aaach, oczywiście najpierw powstał projekt,
ale taki bardzo amatorski,
na milimetrowym papierze,
Daniel poobliczał wszystko po swojemu,
ja zupełnie nie wnikam nigdy w takie szczegóły,
czuwam tylko,
żeby wygląd końcowy mi odpowiadał,
żeby było symetrycznie itp,
ale techniczne sprawy
to już kwestia poza moją ingerencją ;)
Uzgodniliśmy, że wymiary 3*4 m
pomieszczą i pomidory i sesje ;)
Kiedy projekt był już gotowy,
można było zamawiać drewno
i rozglądać się za szybami.
Chcieliśmy wykorzystać szyby z drugiej ręki,
w internecie bez trudu można znaleźć ogłoszenia
o sprzedaży szyb, np z rozbieranych starych szklarni.
I takie właśnie zamówiliśmy
(nie wiedząc co nasz czeka hehe ;))
ale najpierw zajęliśmy się drewnianą konstrukcją.
Mój mąż i teść uwielbiają rzeźbić w drewnie
mają więc wiele sprzętów do jego obróbki,
dlatego wszystko przygotowali samodzielnie.
Teść czasem nam pomaga
w takich większych projektach.
Ja mogłam pomóc dopiero na etapie
malowania poszczególnych elementów,
malowaliśmy wszystko białą akrylową farbą.
Najbardziej nie mogłam doczekać się,
kiedy poszczególne elementy
wreszcie staną na wyznaczonym miejscu.
I kiedy to nastąpiło,
mogliśmy przejść do kolejnego etapu
jakim była szklarniowa podłoga.
Już dużo wcześniej zdecydowałam,
że będzie to cegła.
Taka wiecie, stara, rozbiórkowa.
I tu znów z pomocą przyszły
portale aukcyjne,
gdzie rozbiórkowej cegły w bród ;)
Kiedy znalazłam odpowiadające mi ogłoszenie,
nie zastanawiając się długo
zapakowałam mamę
w naszego budowlanego busa
i we dwie pojechałyśmy po cegłę
do pobliskiej wioski.
Przywiozłam całą pakę tego ceglastego,
ciężkiego jak cholera szczęścia,
rozpakowałam to
i na taczce powoziłam pod szklarnię
a potem sama wykorytowałam
podłoże w środku pod układanie.
No wtedy to już miałam
dość taczki
a to przecież był dopiero początek sezonu ;)
Układaniem podłogi zajął się już oczywiście Daniel
a ja tylko donosząc kawki i herbatki, patrzyłam
jak z godziny na godzinę
ziszczają się moje marzenia,
bo te takie namacalne etapy
są właśnie najbardziej ekscytujące ;)
To był już koniec kwietnia,
więc kwitł mój ukochany wiosenny migdałek.
Pamiętam, że pokłóciliśmy się wtedy grubo,
bo ja poczułam euforię
i zaczęłam latać i ustawiać tam kwiatki i wazony,
co przeszkadzało mu w dalszej pracy,
bo przecież to jeszcze nie był koniec..
No ale jak tu się powstrzymać nooo!
W tym samym czasie zaczęliśmy też
przygotowywać szyby do oszklenia.
To co zamówiliśmy,
okazało się nie całkiem takie,
jak myśleliśmy.
Szyby były różnych rozmiarów,
część mocno podniszczona.
Ale cóż było robić,
kupiliśmy nożyk do cięcia szkła
i docinaliśmy poszczególne okienka na wymiar.
Od początku zamysł był taki,
żeby szklarnia składała się
z osobnych okienek,
w których w razie "w" można będzie
łatwo wymienić szybkę.
Bo też zdecydowaliśmy się na zwykłe szkło,
które teoretycznie jest słabsze,
bardziej narażone na pękanie,
szczególnie przy drewnie,
które lubi pracować, wyginać się itp
Dlatego Daniel przy obliczaniu rozstawu belek,
uwzględnił odpowiednie dystanse,
aby szybki nie były skręcane aż tak na sztywno.
Dużo było pracy z tymi szybami.
Z mojej strony dużo mycia i czyszczenia
ze starych zabrudzeń, kitu i silikonu.
Ostatecznie i tak musieliśmy domawiać
u szklarza nowe szkło na wymiar,
bo nie starczyło ;)
od razu zrobiło się tak przytulnie :)
Nosz przecież musiałam tam od razu
wstawić stolik i krzesełka na poranne kawki ;)
Zapomniałam napisać o dachu :)
Na dachu szklarni zamontowaliśmy
przezroczysty poliwęglan komorowy.
Pięknie przepuszcza światło,
jest lżejszy niż szkło
i mniej się o niego boję,
gdy spadają na niego jabłka z naszej jabłonki ;)
A może mniej się boję o swoją głowę wtedy ;)
Drzwi do szklarni w kwietniu
wciąż czekały na zamontowanie
i swoje ozdobne gałki,
reszta szyb na zamontowanie..
Ale ja już mogłam strzelić sobie pierwszą szklarniową sesję :)
Byłam zmęczona,
zestresowana wciąż nieskończoną szklarnią
i zbliżającym się terminem pierwszych minisesji,
ale jaka szczęśliwa!
działo się oprócz tego
wiele pięknych rzeczy, ale o tym
już w kolejnym wpisie.
Jak Wam się podobał odcinek o szklarni?
Jeśli macie jakieś pytania,
chętnie odpowiem :)



















Komentarze
Prześlij komentarz